Refleksje z filmu

Dzisiaj odniosę się do porównania ośrodka z filmu „Gang z boiska” do naszego ośrodka oraz napiszę co mi daje nasz ośrodek.

Zacznę od tego, że u nas w ośrodku oraz w ośrodku w filmie „Gang z boiska” panują pewne zasady, których trzeba przestrzegać oraz dostajemy dociążenia, które pomagają  nam w leczeniu, dociążenia nie są po to, aby komuś dowalić, lecz po to aby mu pomóc w zdrowieniu. Na początku, gdy przyjechałem do ośrodka to nie przestrzegałem zasad, jednak po oczyszczaniu zacząłem brać terapię na poważnie i zaczęła się ona dopiero wtedy. Od ostatniego czasu jesteśmy bardziej zgraną społecznością, na gimnastyce wszyscy robimy wspólnie ćwiczenia, wychodzimy do siebie ze sprawami i w ten sposób dbamy o siebie. W filmie „Gang z boiska” społeczność też się bardzo zgrała i w ten sposób utworzyli bardzo dobrą grupę graczy w „Rugby”. W moim leczeniu natomiast pomaga mi to, że są dociążenia, ponieważ zapamiętuję dzięki nim zasady oraz wiele innych rzeczy. Ważna jest dla mnie też gimnastyka, motywuje mnie ona, gdy ćwiczymy społecznościowo, dzięki temu uczymy się dyscypliny. Dzięki funkcjom uczę się wielu nowych rzeczy i dzięki nim przygotowuję się do życia na zewnątrz. Dzięki obserwatorowi sprowadzam się na tu i teraz oraz uczę się słuchać. A wracając do funkcji; funkcja tablicowego pomogła mi dbać o ład i porządek na tablicy oraz czystość, nauczyłem się systematyczności, natomiast funkcja piecowego, pralkowego oraz lodówkowego uczy mnie odpowiedzialności; w funkcji piecowego musiałem dbać o to, aby nie gasło w piecu oraz, żeby ciepło było w domku. Funkcja pralkowego dała mi odpowiedzialność, ponieważ dbałem o to, aby inni mieli w czym chodzić i kosze z praniem przeważnie były puste. Natomiast funkcja lodówkowego była funkcją, z którą długo walczyłem, na początku bardzo jej nie lubiłem, jednak z czasem, gdy zacząłem o nią dbać i każdy produkt miał swoje miejsce oraz zawsze była czysta zaczęła sprawiać mi przyjemność. Moim zdaniem nie mogłem trafić do lepszego ośrodka.

(Autor L.D.)

Poradnik marudzenia

Dzień mija Ci zbyt przyjemnie? A może po prostu nie masz na nic ochoty i się nudzisz? Nie przejmuj się! Od dzisiaj to się zmieni. Z naszym krótkim przewodnikiem nigdy nie będziesz się nudzić lecz często marudzić.

Krok Pierwszy:

Znajdź grupę osób lub niech ona znajdzie Ciebie, który sposób wybierzesz jest bez różnicy, po prostu gdy nikogo nie ma, nikt nie wypomni Ci, że marudzisz.

Krok Drugi:

Nie zniechęć ludzi do siebie od razu. Jak za szybko zaczniesz narzekać to równie szybko odmówią ci towarzystwa.

Krok Trzeci:

Znajdź sobie temat. Nie skupiaj się za bardzo na tym, bo Twoje słowa będą brzmiały drętwo. Prawdziwym wirtuozom temat nasuwa się naturalnie. Na początki najlepszym tematem jest pogoda.

Krok Czwarty:

Zacznij napierać. Kiedy spędzisz z kimś dość czasu lub nie mogą oni od Ciebie fizycznie uciec to dobry moment by zacząć narzekać. Ofiara wtedy nie ma szans.

Krok Piąty:

Nie przestawaj pod żadnym pozorem. Efekty uboczne* mogą się pojawić. Po prostu ciesz się chwilą, na którą narzekasz!

 

*Występują różne od słownych reprymend do mocnych nokautów. ;-]

(Autor M.M.)

Mój głód

Mój głód to taki stwór, wielki włochaty, którego bystre oczy szukają słabego punktu. Kiedy go znajdzie podchodzi powoli, na spokojnie, może go jeszcze nie rozpoznałem. Przestaję się skradać i zaczyna stawiać większe kroki. Zaczynają zapalać się pierwsze czerwone światła, lecz on się już ich nie boi, przyspiesza, jego długie silne nogi są w biegu, jest prawie przy celu. Alarmy wyją naokoło ale to go nie powstrzyma. Wbiega prędko przez drzwi z napisem – mózg, szybko odcina kabelek z emocjami i zaczyna naciskać przeróżne guziki. Najpierw natrętne myśli. Obserwuję jak się zachowam. Nic nie robię z tym? To następny klik – izolacja. O… zaczynam coś robić, czyżby się zdradził? Uff… Jednak nie, tylko idę do pokoju. Teraz następna część planu –samotność. Już mam się położyć na łóżko, gdy patrzę i widzę obok dzienniczek głodu. Zaczyna panikować. Z każdym zaznaczonym punktem Głód zaczyna się wycofywać. Ucieka do swojego zakątka wypatrując następną okazję na to by mną zapanować. Ja się tak prosto już nie daję. Wypełniam na bieżąco dzienniczek głodu, mówię o uczuciach na bieżąco, i postępuje w dalszej terapii.

(Autor M.M.)

Brudny piec

W tygodniu gdy minęły mi 3 miesiące abstynenci zaczął pojawiać mi się nawrót choroby. Wydawało mi się ż wszystko jest normalnie do czasu gdy poczułam konsekwencje z którymi rzecz jasna się nie zgadzałam. Jak się okazało konsekwencje były adekwatne do czynów  w ośrodku: spadła na etap 0 i dostałam ostrzeżenie.  To nie było najgorsze w całej sytuacji, najtrudniej było mi się przyznać przed samą sobą do tego co zrobiłam samej sobie nie rodzicom czy inny. Gdy już zaakceptowałam swoje czyny zrozumiałam że te konsekwencje były niczym w porównaniu do tego co by się stało gdyby była w domu. Zrozumiałam że wcale terapeuci nie uwzięli się na mnie tylko chcą dla mnie jak najlepiej. Po paru dniach zaczęły mi się pojawiać znaki, które potwierdzały mnie w tym że wcale mnie tu nie było tylko ćpałam na sucho w  swojej głowie. Jednym z ważniejszych znaków był brudny piec… Otworzyłam go był cały brudny i nie zadbany a bardzo lubiłam tą funkcję i robiłam ją sumiennie z pełnym zaangażowaniem i właśnie wtedy uświadomiłam sobie dosadnie, że bardzo długo żyłam w swojej głowie a nie w terapii. Teraz czas się podnieść i zacząć wszystko od nowa.

(Autor S.M.)

Bezsilność i bycie sobą

Bycie sobą i godzenie się z bezsilnością w uzależnieniu to sztuka. Przekonałam się o tym na własnej skórze.

Może zacznę od bycia sobą. Pierwsze tygodnie w ośrodku to poznawanie otoczenia, w którym się nagle znalazłeś. Zapoznajesz się z tym „ogromem zasad’’, z ludźmi i samym sobą. Z góry mówię, że skupienie się na samym sobie jest bardzo trudne. Każdy działa w tzw. Mechanizmach. Najważniejsze jest to abyś przyjrzał się temu co mówią inni i słuchał. Tak naprawdę żeby iść ku trzeźwości najpierw zacznij od siebie. Ze swojego doświadczenia wiem, że prędzej czy później odkryje się Twoje prawdziwe „ja’’. Im szybciej pozwolisz mu się pokazać tym uwierz mi, lepiej dla Ciebie.

Bezsilność. Powiem Ci, że bardzo trudno było, a w zasadzie nadal, po 1,5 miesiąca jest mi trudno zaakceptować brak kontroli nad własnym uzależnieniem. To nie jest tak „hop – siup” – „Teraz się leczę”, gdy sam do końca nie podjąłeś decyzji. Inaczej jest w sytuacji gdy sam się na to leczenie zdecydowałeś. Niestety w moim przypadku tak nie było. Płyń z prądem, żyj tym co przyniosą Ci następne 24 godziny i pamiętaj, że zawsze jest czas na trzeźwość.

(Autor K.J.)

Życie w ośrodku

Mam 18 lat, w ośrodku jestem już dwa miesiące.

Ośrodkowe życie ma bardzo napięty grafik. Jest wiele społeczności i zajęć. Mamy nie wiele czasu wolnego ale kiedy już jest to lubię  go spędzać układając puzzle. Ponad miesiąca układałam pejzaż morski 1500 kawałków

Dopasowanie każdego kawałka po kolei daje mi satysfakcje i wytchnienie. Jest to dla mnie dobry sposób na rozładowanie napięcia . Uwielbiam te momenty kiedy mogę usiąść sobie spokojnie w garderobie z ciepłą herbatą i układać .

W efekcie ułożone już  puzzle, wiszą dumnie na ścianie w pokoju. Znalazłam już kolejne warte uwagi, z chłopcem pijącym z rzeki w puszczy. Na pewno wstawie tu ich zdjęcie jak uda mi się już je ułożyć. Dostałam też puzzle z pieskami na 18 urodziny, ale je zabiorę do domu.

(Autor P.J.)

Co dała mi terapia w ośrodku

Przyjechałem tu końcem października. Przyjechałem tu z własnej woli bo zauważyłem, że nie potrafię normalnie żyć i komputer zaczął kierować moim życiem. Z początku byłem mega sceptyczny do tego miejsca, było bardzo ciężko. Czułem się jak w więzieniu, w którym wypominają mi co chwile moje błędy. Bardzo było mi ciężko. Jechałem na „dupościsku” takim  konkretnym. Zacząłem tą terapie przechodzić zadaniowo. Byłem w 4 tygodnie na 2 etapie. Wszystko zaczęło się od tego, że straciłem pokój na rzecz dziewczyn. Ten z łazienką. Strasznie mocno to rozbudziło moje mechanizmy. Parę dni później przyjechała moja mama. Zrobiłem ogromną aferę że chce wracać do domu. Było mi  bardzo ciężko gdy moja mama powiedziała mi jasno „nie”. Wyszedłem ze społeczności na 6 dni. Był to bardzo ciężki okres ale kluczowy w mojej terapii. Te 6 dni polegało na tym że siedziałem i płakałem…Było to bardzo ciężkie. Nikt nie mógł się do mnie odzywać. Bardzo mnie to bolało. Całe 6 dni siedzenia i myślenia doprowadziło mnie do decyzji której nigdy w życiu wcześniej nie podjąłem. Pierwszy raz zmierzyłem się z problemem twarzą w twarz i przyjąłem konsekwencję na klatę. Były one ogromne. Lecz wtedy pierwszy raz zwyciężyłem z samym sobą i pokonałem strach i rosnący lęk, i zacisnąłem zęby, i wygrałem bitwę. Dziś już nie popadam w takie mechanizmy, kiedyś to było bardzo częste, a dziś zniwelowałem to ogromnie. Ta terapia dała mi ogrom. Największy krok i osiągnięcie w tej terapii to według mnie to, że potrafię już przeciwstawić się trudnością i nie uciekać jak kiedyś. Było to bardzo ciężkie. Terapia to ogromna zmiana i bardzo cieszę się, że mam okazję skorzystać z tej zmiany. Chodź to jest mega trudne, to i tak to działa, i to jest wspaniałe.

(Autor W.B.)

Wolność

Wielu ludzi pragnie Wolności. Wielu ludzi dąży do Wolności. Ale niewielu ludzi pyta czym jest Wolność. A czym jest prawdziwa Wolność? Złudna Wolność w jakie wierzy społeczeństwo, to demokracja, tolerancja, możliwość samodzielnego podejmowania decyzji. Myślą, że to miłość jest Wolnością. To jest fałszywa i złudna Wolność. No bo jak być Wolnym, jak ponad Siebie stawiasz kogoś innego. Jak być Wolnym, jeśli ponad działanie, ważniejsze jest twoje bezpieczeństwo i wygoda. Wolność to stan umysłu, to stan świadomości. Możesz wszystko, nie masz ograniczeń, nie ma siły która mogłaby Cię powstrzymać. Nie posiadasz już żadnych wartości, emocji, żeby osiągnąć Wolność musisz się wyzbyć człowieczeństwa, poświęcić swoje życie. Dość spora cena, a za co? Czym jest Wolność? Samotnością. Obojętnością. Nicością. Próżnią emocjonalną. Śmierć jest niczym w porównaniu z tym. Najgorsze jest to, że ciężko jest wydostać się z tej dziury, gdy już się tam jest. A pokusa rośnie w miarę jedzenia. Ciężko jest się opamiętać, by zatrzymać się, odwrócić i zrobić krok w stronę ludzi, miłości, życia, ale i cierpienia. Ale to cierpienie jest do udźwignięcia, bo masz kogoś kto Ci pomaga nieść ten ciężar. Bóg dał nam wolną wolę, którą drogą pójdziemy. Wybór należy do Ciebie.

(Autor G.K.)

Rozmowa z Bogiem

Jakiś czas temu rozmawiałem z Bogiem.

On mnie zapytał:

  • Czujesz ból, cierpienie, strach albo rozpacz?
  • Tak, nie chce już, mam dość, mam to wszystko gdzieś, Ja odpadam!

On wskazuje palcem w kierunku nicości i mówi:

  • Tam czeka Cię obojętność, brak bólu, brak radości … nic tam nie ma. Chcesz, to idź tam, tylko po co?
  • Nie chce więcej cierpieć, idę tam, bo nie mam już nic do stracenia.
  • Odwróć się i spójrz w przeciwnym kierunku!

Ja odwróciłem się z niepokojem, po czym osłupiałem.

  • Wiesz co tam jest?

Nie zareagowałem.

  • Tam są ludzie, którzy wyciągają do Ciebie rękę, zależy im na Tobie. Jesteś dla nich ważny, nie ważne co by się działo.
  • Nie jestem wart ich pomocy.
  • A ile osób widzisz w obojętności?
  • Ani jednej.
  • Chcesz być samotny, lubisz być samotny, tego pragniesz?
  • Nie, nie chce być samotny. – Odparłem ze łzami w oczach.
  • Także masz wybór, odpowiedz Sobie czego naprawdę chcesz, odważ się, by zrobić krok, bo na razie cierpisz, bo stoisz w miejscu.

Zacisnąłem pięści, zrobiłem pierwszy krok, po czym zacząłem biec. A On wspiera mnie, obserwuje i pilnuje bym nie potknął się o leżący pod moimi nogami kamień.

(Autor G.K.)

Obiad spoza granic kraju

Po świętach dostaliśmy od Agaty książkę kulinarną którą ona dostała w jednym ze sklepów ;-).

Dużo jest w niej przepisów polskiej kuchni. Jednak ostatnio na niedzielny obiad na którym byli też rodzice jednej z pacjentek zrobiliśmy dania spoza granic naszego kraju.

Był indyk po kijowsku z pyrami/grulami/kartoflami J. Oraz sałatka z kaszy jaglanej i podsmażanych warzyw.

Wszystko zaczęło się już na  II śniadaniu, jedna z pacjentek zaczęła gotować bulion warzywny. Podsmażoną marchewkę, pietruszkę, seler  oraz por zalała 2 litrami wody. Dodała do tego trochę przypraw cebule w papilotach i czosnek nacięty wzdłuż. Gotowało się to 2 godziny. Na tym bulionie gotowała kaszę jaglaną. Przyszli chłopcy żeby jej pomóc. Jeden zajął się zmywaniem, drugi smażył paprykę, a kolejny obierał ziemniaki. Stała się to praca zespołowa.  Nadal  była jedna dyrygentka ale nic by nie dokonała bez orkiestry.

Obiad był udany i pyszny.

(Autor P.J.)