Co myślę o pobycie tutaj

Jestem na etapie 0 od 2 tygodni. W tym czasie poznałem panujące w ośrodku normy i zasady oraz przebywających tu ludzi. Uświadomiłem sobie, że chcąc nie chcąc, jakbym się nie opierał, to uczestnicząc w zajęciach i względnie spełniając normy oraz przestrzegając w większości sytuacji zasad ośrodka, poddaję się terapii czy jak to lubię nazywać praniu mózgu, ponieważ tym właśnie dla mnie jest ta terapia. Gdy ma się do wyboru wiele miesięcy nierozmawiania z nikim, robienia sobie samemu prania, czego swoją drogą nie potrafię i ogólnego izolowania się od reszty społeczności na posiłkach, czy podczas zajęć a trzymanie się programu i przestrzeganie zasad bo w sumie niema tu nic lepszego do roboty i można wchodząc na kolejne etapy zdobywać te tak zwane przywileje,
czyli odzyskiwać w pewnym stopniu możliwości odebrane w momencie przyjazdu tutaj, to według mnie jak i każdego zdrowego  na umyśle człowieka lepiej wybrać to drugie. Dlatego też chcę przejść na etap pierwszy. Nie czuję potrzeby zajścia zmiany  w moim życiu dla której wysłali mnie tu rodzice, jednakże potrzebuję do normalnego funkcjonowania wykonywać czynności
które są zabronione do etapu 1. Zobowiązuję się przy tym – żeby nie było –  do pomyślenia nad sumienniejszym wykonywaniem obowiązków jak dociążenia itd. Jednakowoż nie obiecuję poprawienia się mojego zachowania na społecznościach ponieważ siedzenie po kilka godzin dziennie słuchając cudzych i wypowiadając własne zdania o uczuciach doprowadza mnie do skrajnej irytacji, nie wspominając nawet o samodzielnym zgłaszaniu siebie lub kogoś do pociągnięcia odpowiedzialności  za największe głupoty o jakich słyszałem. Mimo to będę się starał nie zasypiać słuchając co mają do powiedzenia
inni, rzekłbym pacjenci, ale jakoś bardziej mi pasuje więźniowie ośrodka otwartego, będący tu z własnej woli lub nie.

(Autor P. K.)

Jak dobry chłopak stał się hazardzistą

W Warszawie, w dużym mieście żył sobie chłopak o imieniu Maciek, który miał 15 lat. Lubił grać w karty. Zawsze jak wracał ze szkoły do domu, to w domu z tatą grał w karty w wojnę.  Gdy skończył 16 lat ta gra mu się znudziła. Postanowił poszukać w Internecie innych gier karcianych. W wyszukiwarce pojawiła mu się instrukcja jak grać w pokera.  Nazajutrz  z rana zaprosił kolegów do domu i rozłożył talie kart. Wytłumaczył kolegom jak grać w pokera. Na początku gra zaczęła się niewinnie i grali na wykałaczki. Pewnego razu kolega Maćka przyniósł do żetony i chłopcy nimi grali. Grali na żetony przez 3 miesiące, a po 3 miesiącach Maciek zaproponował , aby chłopcy przynieśli na jutro pieniądze i żeby zagrali w pokera na pieniądze. I tak się stało. Nazajutrz z rana Maciek zaprosił kolegów do siebie i zaczęli grać w pokera na pieniądze. Maćkowi bardzo się to się spodobało. Po roku koledzy Maćka powiedzieli mu, że już nie chcą  grać. Maciek bardzo się wkurzył i załamał i też przestał grać. Po 3 latach Maciek poznał kolegę, który zaproponował mu pójście do kasyna. Maciek się zgodził i poszedł. Zaczął  grać z ludźmi w kasynie. Na początku obstawiał małe pieniądze , później zaczął obstawiać coraz większe sumy. Maciek przegrał te pieniądze. Z braku pieniędzy Maciek się załamał. Przez tydzień nie chodził do kasyna lecz po tygodniu dostał silny głód. Miał potrzebę zagrać lecz nie miał pieniędzy. Więc zadzwonił do kolegi, kolega dał mu radę żeby zastawił dom i tak się stało. Maciek zastawił dom i poszedł grać do kasyna i wygrał duże pieniądze. Za te pieniądze kupił sobie dom i samochód. Resztę pieniędzy zostawił i grał dalej w pokera. Przegrał wszystkie pieniądze i nie miał za co grać. Postanowił zastawić samochód i dom. Przegrał te pieniądze. Maciek bardzo się wkurzył i postanowił skończyć z tym nałogiem. Zaczął szukać w Internecie ośrodka dla uzależnień od hazardu. Po dwóch dniach szukania Maciek znalazł ośrodek i zapisał się do niego. Po tygodniu czekania trafił do ośrodka. W ośrodku bardzo starał i dawał z siebie wszystko, chodził na mitingi itd. Po roku terapeuci uznali że jest gotowy do wyjścia i tak się stało. Maciek wyszedł z ośrodka. Po wyjściu kontynuował terapię. Chodził na mitingi i na terapie. Po 2 miesiącach chodzenia na terapię niestety zapanował koronawirus i Maciek nie mógł chodzić na terapię i mitingi były odwołane. Po miesiącu nie chodzenia na mitingi i terapię Maciek poszedł do kasyna i zaczął znowu grać. I przegrywać pieniądze. Niestety sytuacja się powtórzyła i przegrał wszystkie pieniądze. Zastawił dom oraz samochód. Wszystko przegrał nie miał pieniędzy żeby  grać więc Maciek poszedł mieszkać na ulicę i zaczął żebrać żeby móc grać. Gdy wyżebrał odpowiednią sumę poszedł do kasyna i zagrał w pokera. Wygrał 2 razy więcej pieniędzy lecz gdy wyszedł z kasyna ktoś go napadł i pobił oraz zabrał pieniądze. Został pobity do nieprzytomności i trafił do szpitala. W szpitalu dowiedział się że nie ma korona wirusa więc zaczął szybko szukać  kolejnego ośrodka. Po tygodniu szukania znalazł  odpowiedni ośrodek dla niego. W ośrodku był 2 miesiące. Po wyjściu okazało się że znowu zapanował koronawirus , lecz Maciek znalazł rozwiązanie że może mieć terapie przez Internet. Miał terapie przez Internet i nie zagrał. Po 6 miesiącach skończył się koronawirus i Maciek chodzi na mitingi do tej pory. Maciek nie gra już w karty 15 lat i ma piękny dom, samochód, oraz dwójkę wspaniałych dzieci i żyje długo i szczęśliwie.

(Autor P.K.)

Wszystko ma swój czas

Kiedy po kolejnych detoksach, próbach leczenia w ośrodkach, pobytach w szpitalach psychiatrycznych… kolejnych latach szwendania się po różnych placówkach w naszym cudownym kraju… po kolejnych rozmowach z psychologami, terapeutami, doktorami, popatrzałem w lustro…                     Zastałem tam marną, zniekształconą postać, pozbawioną ludzkich cech. Nie potrafiła widzieć, nie potrafiła słyszeć, nic nie czuła. Jej ciało podzielone było murem, wnętrzności jakby zwęglone drewno po wielkim pożarze… z pozoru już dawno wystygło, lecz gdy podniesiesz kawałek, żar przysmaży Ci dłoń. Ty zawyjesz z bólu, a On nakarmi się strachem. Jego oczy, którym zabroniono płakać… tak opustoszałe, że można by nakręcić w nich całą historię od początku… bez jakiegokolwiek poczucia winy zgasić w nich ostatni tlący się kawałek ’’człowieka’’. Od dawna tworzył swój tron za wielkim szkłem, gdzie świadomość istnienia może rozebrać Cię na części pierwsze, dokładnie obejrzy Twoje rany i wydobędzie z nich każde kłamstwo jakie dojrzy… Każde. Od poczęcia umieścił pierwiastek ludzki w snach. Błądził w nich, w poszukiwaniu myśli, którą mógłby uosobić. Wolał obserwować to wszystko z boku… zmieniając Wasz światopogląd w światoCzucie. Uczył się Waszych odcieni, by  w końcu móc spojrzeć sobie w twarz. Był bezpieczny wśród upadłych. Tam gdzie próżnia i brak wiatru. I wiedział, że jeżeli nie zada pytań… to nie usłyszy kłamstw. A wiatr zwiastował życie. I dali mu możliwość, ale już nie powrót. Dostał 2 dni,  by odwiedzić miejsca, w których miał czynić dobro.  I widział kolejne wagony dusz, które bezkolizyjnie przechodzą w niepamięć, dając mu do zrozumienia, że istnieje tylko jeden Bóg, a na imię ma on Czas. Że słońce, które raz wzeszło… już nigdy nie osiągnie swojego zenitu. Bo przecież wszystko ma swoje 15 minut. Tylko, że Ty… kradniesz zamiast patrzeć.  I znów muszę przeprosić, że napisałem.

I zapętliła się nienawiść… jakiś respekt? Przelicznik jest taki: same straty. W pierwszej dobie po wybuchu, pożywią się znów ciałem. I gdy wsadzą Cię na tory, wtedy zapytaj o broń… niech pokażą gdzie jest serce. A gdy pierwszego dnia puszczą za mną wilki, ja pomodlę się za Ciebie… puszczę flary    i rozpętam świętą wojnę. I obiecam, że znajdę Cię w każdym niebie… Bo czymże jest piekło jak nie ludzkim sumieniem? I będziesz wypalał je wraz z kolejnym papierosem, na końcu perfidnie zgasisz o jeden z filarów na rogu ulicy Legionów. A Twoja pieprzona chęć wyrównania szeregu legnie tak szybko jak powstała. I dawkuj 5 razy 100, tak by się utrwaliło… bo siła indoktrynacji nie działa jak spuścisz z klatki.

(Autor: A.W.)

Czym dla mnie jest społeczność

Czym jest dla mnie społeczność Społeczność to dla mnie grupa osób, która jest dla mnie pewną wspólnotą, dbającą o swoich członków. Wychodząc ze społeczności udowadniam, że niezbyt mnie obchodzą. Społeczność musi być zgrana, szczera, a przede wszystkim uczciwa. W innych wypadkach nie ma racji bytu. W tedy to nie społeczność, tylko oddzielna, negatywnie do siebie nastawiona grupa ludzi. Społeczność to zwarta organizacja, przestrzegająca zasad i norm. Społeczność to pacjenci ośrodka. Według mnie społeczność jest najważniejszym elementem ośrodka. To ona podejmuje większość decyzji. Społeczność to dla mnie grupa ludzi, która nie zawsze się zgadza, czasem się kłóci, ale zawsze musi znaleźć jakieś rozwiązanie. Od członków społeczności wymaga się paru rzeczy. Jeśli ich nie wykonają ponoszą tego konsekwencje, czy tego chcą czy nie. Dla mnie społeczność jest czasem jak organizacja, wspólnota. Często jest powtarzane, że społeczność jest mądrzejsza od jednostki. Większa liczba ludzi na tyle przetrzeźwiałych zwykle podejmuje lepsze decyzje niż jeden uzależniony. Myślę, że mimo to, że społeczność jest tak bardzo różnorodna nadal jest zwarta i związana, nie ocenia, wybacza, ale ma też poczucie sprawiedliwości. Każdy członek jest jednak oddzielny, ma własną przyszłość, przeżycia, przemyślenia i odczuwa emocje inaczej, inaczej interpretuje różne zadania. Mimo tej różności nadal możemy się rozumieć, wspierać. Społeczność to jedność, to jeden organizm, jeśli jedno ogniwo się zerwie cały łańcuch pójdzie z nim. Dlatego musimy być razem. Terapia w gronie to główny cel tego ośrodka. Społeczność jest też dla mnie rodzajem barometru, kiedy „ciśnienie” się zmienia oni to czuja i pokazują. Dzięki „zwrotnym” można zobaczyć siebie z innej perspektywy. Społeczność jest też bardzo przejrzysta. Wszystko odbija się w niej jak w lustrze. Kiedy jedna osoba jest nietrzeźwa, zaraz inni idą za nią . Wszystko od razu wiadomo. Podsumowując. Społeczność jest według mnie jedną z najważniejszych część ośrodka. Dzięki niej wszystko się kręci i nic nie stoi, łatwiej iść dalej w terapii. Działa jak jeden organizm. Kiedy się wyłamuje wszyscy to odczuwają. Gdy jest zimno, wszyscy odczuwają podobnie, ale nigdy jednak nie identyczne emocje. Dzięki temu każdy jest wyjątkowy, ma różne pasje, zainteresowania, problemy, funkcje w grupie i dzięki temu może czuć się szczęśliwy. Społeczność nie przypomina mi społeczeństwa, nikt tu nie nosi masek.

(Autor: M. K.)

Inspiracje

Najpierw odniosę się do filmu pt. „Gang z boiska”. Wszystko dzieję się w poprawczaku. Panowały tam  pewne zasady. Jedna z nich to brak bójek i agresywnych zachowań. Za złamanie zasady dostawali pokój z jednym łóżkiem, siedzieli tam nawet kilka dni. U mnie w ośrodku jeżeli złamie się tak ważną zasadę jak agresja, to dostaje się ostrzeżenie. Co to w ogóle są ostrzeżenia, już tłumaczę. Można mieć trzy ostrzeżenia ponieważ, po trzecim jest już wypis karny, czyli zostaję się wyrzuconym z ośrodka. Jeżeli chodzi o pokój z jednym łóżkiem… jest to porównywalne do wyjścia ze społeczności. Wyjście ze społeczności oznacza brak rozmów z innymi pacjentami  i jedzenia razem przy stolę.
Drugim przykładem są dni odwiedzin. Osoby bliskie mogą przyjechać do swojego dziecka i porozmawiać, spędzić wspólnie czas. Tutaj w ośrodku jest tak sama. Od pierwszego etapu rodzice mogli już do mnie przyjechać na weekend od godziny dziesiątej do dwudziestej co dwa tygodnie. To może od początku ile jest etapów i jak wyglądają spotkania z rodzicami na każdym z nich. Na pierwszym etapie rodzice mogli do mnie przyjechać do ośrodka i tutaj spędzić czas. Na drugim etapie czyli na moim aktualnym co dwa tygodnie w weekend mogę pojechać z rodzicami na przepustkę jednodniową od godziny dziesiątej do dwudziestej wcześniej muszę przedstawić plan przepustki i musi on zostać zatwierdzony przez społeczność .
Ostatnim porównaniem do tego ciekawego filmu jest przykład jak poznajemy siebie i od czego, kogo to zależy. Na ekranie widzimy, że za dobre sprawowanie i chęć grania w rugby zaczynają poznawać siebie nawzajem, postawiają sobie cele, jeżdżą na zawody, stają się coraz lepsi. Ja w ośrodku „Q dobremu” przez zaangażowanie do leczenia i wykonywanie dociążeń. Powoli siebie poznaje, stawiam sobie nowe cele do których dążę, poznaje swoje zainteresowania. Jedną rzeczą o której nigdy bym nie pomyślała to lubię się uczyć i patrzeć na rezultaty tych czynów, same zadawalające oceny i miłe słowa od nauczycieli, kiedyś byli to moi najwięksi wrogowie.
Zakończę filmem pt. „Trener” którego też bardzo ciepło polecam. Zauważyłam, że cała drużyna była przeciwna zasadom, które wniósł nowy  trener, uważali że są one bezsensu, nic nie dadzą. Film kończy się dużą liczbą wygranych meczy drużyny, wcześniej mogliby sobie tylko o tym pomarzyć. Widzę u siebie podobieństwo. Wszystkie zasady panujące w ośrodku terapii uzależnień są po to, żebym każdego dnia uczyła się czegoś nowego, udoskonalała to, nie odpuszczała sobie, żebym po ośrodku wygrała swoje wymarzone „rozgrywki” z używkami.

(Autor S.M.)

„Kwiat Lotosu” – Czyli jedzeniowe sprawunki

W naszym ośrodku jest wiele ważnych spraw. Sprzątamy, pracujemy nad sobą, uprawiamy gimnastykę by być w formie, nie tylko tej mentalnej. Jest jednak jedna rzecz, a może raczej  temat, który odróżnia się od innych, i powoduje raczej tylko te pozytywne uczucia. Mowa oczywiście o jedzeniu, bo czym by był dobry ośrodek bez dobrego jedzenia ? Jak to u nas wygląda ? Śpieszę z wyjaśnieniami. Codziennie zasiadamy do 3 głównych posiłków: śniadania, obiadu, i kolacji. Można by pomyśleć, „hej, to tak jak u mnie, co w tym ciekawego” ? Otóż, mój drogi przyszły pacjencie, u nas wygląda to trochę inaczej. Całym przedstawieniem dyryguje dyżurny. To on przynosi jedzenie na stół i to jemu złożysz zażalenie że nie wyciągnął twojego ulubionego dżemu. Rozkłada produkty, naczynia, sztućce i kubki. Po prostu dba o to żeby posiłek przebiegł bez zarzutu. Może właśnie tobie przypadnie ta rola ? Potem musi pozmywać, ale gdybyś  zapytał  mnie,  to jeżeli nie lubiłeś tego w domu, tutaj się to zmieni. Serio, dobrze przeprowadzony dyżur potrafi być bardzo satysfakcjonujący. Nie mówiąc już o tym, że jeżeli masz smykałkę do pichcenia to ośrodek da ci wolną rękę, a pacjenci bardzo to docenią. Ale nie przedłużając przejdźmy do meritum wpisu którym będzie obiad. Obiad jest o tyle niezwykły, że nie jest robiony w domu (pomijając niedziele gdzie sami go przygotowujemy). Obiad załatwia nam lokalna restauracja kryjąca się pod nazwą lotos. Co jeszcze ukrywa ? Z tym jest różnie, ponieważ jak mawiali w słynnym filmie, „ nigdy nie wiesz na co trafisz”. Raz może być to pizza a innym razem schabowy z ziemniakami i pożywną sałatką. Raz ci coś nie zasmakowało ? Nic się nie martw, jutro może odbędziesz prawdziwą ucztę dla podniebienia. Już samo to może nadać dniu ciekawości, a to tylko początek bo kto wie czym Lotos zaskoczy nas jutro ?

(Autor K.)

Dwa filmy

Witam, nazywam się Witek i na moim blogu porównam dwa filmy, które obejrzałem w naszym ośrodka – Q Dobremu, w którym obecnie się znajduję. 1 film to – “Trener”  2 to – “Gang z boiska.”  Oba filmy mają styczność z życiem gangsterskim i światem przestępczym, oraz kryminalistycznym.

W filmie trener, jak sama nazwa wskazuje jest trener. Trenował chłopaków w koszykówce. Miał żelazne zasady i rygory. U nas też są trenerzy – terapeuci, tyle, że nie trenują oni nas w koszykówce, tylko pomagają zdrowieć. Samemu byłem członkiem gangu więc mam spore porównanie. Nikt się tam z nikim nie patyczkował, codzienność tam to branie narkotyków, bicie się z innymi, kłamstwa, manipulacje, przekręty i kradzieże. Myślę, że mam więcej wspólnego z fimem “Gang z boiska”. Jak w tym filmie aktem przynależności do gangu jest tatuaż, tak u mnie aktem przynależności było wycięcie sobie na ramieniu znaku przynaeżności do gangu. Ludzie w gangach byi dla siebie bezlitośni, strzelali do siebie na ulicach, to pokazuje jak funkcjonowanie człowieka w gangu zmienia jego sposób myślenia. Tak samo zmienił się u mnie, przez co zacząłem brać narkotyki. Na tym mniej więcej polega funkcjonowanie w gangach – na DEMORALIZACJI.

a dziś zakończę moją wypowiedź. Dzięki i wyczekujcie kolejnych części!!!

(Autor S.W.)

Polecane filmy

Najpierw odniosę się do filmu pt. „Gang z boiska”. Wszystko dzieję się w poprawczaku. Panowały tam  pewne zasady. Jedna z nich to brak bójek i agresywnych zachowań. Za złamanie zasady dostawali pokój z jednym łóżkiem, siedzieli tam nawet kilka dni. U mnie w ośrodku jeżeli złamie się tak ważną zasadę jak agresja, to dostaje się ostrzeżenie. Co to w ogóle są ostrzeżenia, już tłumaczę. Można mieć trzy ostrzeżenia ponieważ, po trzecim jest już wypis karny, czyli zostaję się wyrzuconym z ośrodka. Jeżeli chodzi o pokój z jednym łóżkiem… jest to porównywalne do wyjścia ze społeczności. Wyjście ze społeczności oznacza brak rozmów z innymi pacjentami  i jedzenia razem przy stolę.
Drugim przykładem są dni odwiedzin. Osoby bliskie mogą przyjechać do swojego dziecka i porozmawiać, spędzić wspólnie czas. Tutaj w ośrodku jest tak sama. Od pierwszego etapu rodzice mogli już do mnie przyjechać na weekend od godziny dziesiątej do dwudziestej co dwa tygodnie. To może od początku ile jest etapów i jak wyglądają spotkania z rodzicami na każdym z nich. Na pierwszym etapie rodzice mogli do mnie przyjechać do ośrodka i tutaj spędzić czas. Na drugim etapie czyli na moim aktualnym co dwa tygodnie w weekend mogę pojechać z rodzicami na przepustkę jednodniową od godziny dziesiątej do dwudziestej wcześniej muszę przedstawić plan przepustki i musi on zostać zatwierdzony przez społeczność .
Ostatnim porównaniem do tego ciekawego filmu jest przykład jak poznajemy siebie i od czego, kogo to zależy. Na ekranie widzimy, że za dobre sprawowanie i chęć grania w rugby zaczynają poznawać siebie nawzajem, postawiają sobie cele, jeżdżą na zawody, stają się coraz lepsi. Ja w ośrodku „Q dobremu” przez zaangażowanie do leczenia i wykonywanie dociążeń. Powoli siebie poznaje, stawiam sobie nowe cele do których dążę, poznaje swoje zainteresowania. Jedną rzeczą o której nigdy bym nie pomyślała to lubię się uczyć i patrzeć na rezultaty tych czynów, same zadowalające oceny i miłe słowa od nauczycieli, kiedyś byli to moi najwięksi wrogowie.
Zakończę filmem pt. „Trener” którego też bardzo ciepło polecam. Zauważyłam, że cała drużyna była przeciwna zasadom, które wniósł nowy  trener, uważali że są one bezsensu, nic nie dadzą. Film kończy się dużą liczbą wygranych meczy drużyny, wcześniej mogliby sobie tylko o tym pomarzyć. Widzę u siebie podobieństwo. Wszystkie zasady panujące w ośrodku terapii uzależnień są po to, żebym każdego dnia uczyła się czegoś nowego, udoskonalała to, nie odpuszczała sobie, żebym po ośrodku wygrała swoje wymarzone „rozgrywki” z używkami.

(Autor S.M.)

Refleksje z filmu

Dzisiaj odniosę się do porównania ośrodka z filmu „Gang z boiska” do naszego ośrodka oraz napiszę co mi daje nasz ośrodek.

Zacznę od tego, że u nas w ośrodku oraz w ośrodku w filmie „Gang z boiska” panują pewne zasady, których trzeba przestrzegać oraz dostajemy dociążenia, które pomagają  nam w leczeniu, dociążenia nie są po to, aby komuś dowalić, lecz po to aby mu pomóc w zdrowieniu. Na początku, gdy przyjechałem do ośrodka to nie przestrzegałem zasad, jednak po oczyszczaniu zacząłem brać terapię na poważnie i zaczęła się ona dopiero wtedy. Od ostatniego czasu jesteśmy bardziej zgraną społecznością, na gimnastyce wszyscy robimy wspólnie ćwiczenia, wychodzimy do siebie ze sprawami i w ten sposób dbamy o siebie. W filmie „Gang z boiska” społeczność też się bardzo zgrała i w ten sposób utworzyli bardzo dobrą grupę graczy w „Rugby”. W moim leczeniu natomiast pomaga mi to, że są dociążenia, ponieważ zapamiętuję dzięki nim zasady oraz wiele innych rzeczy. Ważna jest dla mnie też gimnastyka, motywuje mnie ona, gdy ćwiczymy społecznościowo, dzięki temu uczymy się dyscypliny. Dzięki funkcjom uczę się wielu nowych rzeczy i dzięki nim przygotowuję się do życia na zewnątrz. Dzięki obserwatorowi sprowadzam się na tu i teraz oraz uczę się słuchać. A wracając do funkcji; funkcja tablicowego pomogła mi dbać o ład i porządek na tablicy oraz czystość, nauczyłem się systematyczności, natomiast funkcja piecowego, pralkowego oraz lodówkowego uczy mnie odpowiedzialności; w funkcji piecowego musiałem dbać o to, aby nie gasło w piecu oraz, żeby ciepło było w domku. Funkcja pralkowego dała mi odpowiedzialność, ponieważ dbałem o to, aby inni mieli w czym chodzić i kosze z praniem przeważnie były puste. Natomiast funkcja lodówkowego była funkcją, z którą długo walczyłem, na początku bardzo jej nie lubiłem, jednak z czasem, gdy zacząłem o nią dbać i każdy produkt miał swoje miejsce oraz zawsze była czysta zaczęła sprawiać mi przyjemność. Moim zdaniem nie mogłem trafić do lepszego ośrodka.

(Autor L.D.)

Poradnik marudzenia

Dzień mija Ci zbyt przyjemnie? A może po prostu nie masz na nic ochoty i się nudzisz? Nie przejmuj się! Od dzisiaj to się zmieni. Z naszym krótkim przewodnikiem nigdy nie będziesz się nudzić lecz często marudzić.

Krok Pierwszy:

Znajdź grupę osób lub niech ona znajdzie Ciebie, który sposób wybierzesz jest bez różnicy, po prostu gdy nikogo nie ma, nikt nie wypomni Ci, że marudzisz.

Krok Drugi:

Nie zniechęć ludzi do siebie od razu. Jak za szybko zaczniesz narzekać to równie szybko odmówią ci towarzystwa.

Krok Trzeci:

Znajdź sobie temat. Nie skupiaj się za bardzo na tym, bo Twoje słowa będą brzmiały drętwo. Prawdziwym wirtuozom temat nasuwa się naturalnie. Na początki najlepszym tematem jest pogoda.

Krok Czwarty:

Zacznij napierać. Kiedy spędzisz z kimś dość czasu lub nie mogą oni od Ciebie fizycznie uciec to dobry moment by zacząć narzekać. Ofiara wtedy nie ma szans.

Krok Piąty:

Nie przestawaj pod żadnym pozorem. Efekty uboczne* mogą się pojawić. Po prostu ciesz się chwilą, na którą narzekasz!

 

*Występują różne od słownych reprymend do mocnych nokautów. ;-]

(Autor M.M.)