W głębi zielonego lasu, gdzie ogromne drzewa po cichu szumiały płynął sobie strumyk niezbyt głęboki i niezbyt szybki. Przez mieszkańców lasu strumyk był nazywany „Ku Dobremu”, bo nawet w najgłębszych i najciemniejszych zakamarkach lasu idąc za płynącą wodą można było wyjść z niebezpiecznego miejsca i pójść w dobrą stronę. W tym pięknym lesie mieszkała pewna grupa, która uwielbiała bawić się nad „Ku Dobremu” i mieszkała w jaskini obok. Nie lubili rozstawać się z strumykiem ani z sobą. Do tej unikalnej gromadki należeli Niedźwiedź Puszek, Jeżyk Ambroży, Lis Rudy, Sowa Gertruda, Żaba Grażyna, Wiewiórka Teresa, Sarenka Matylda i Zając Uszatek. Strumyka tego strzegła pewna wróżka imieniem Darsta, która była bardzo przyjazna, ale też tajemnicza.
Pewnego chłodnego dnia zwierzaki nad strumykiem spotkały się i rozmyślały jak się ogrzać.
– Przytulmy się! – wykrzyczała Sarenka Matylda.
–To nie ma sensu… – mruknął Niedźwiedź.
–Co wy na to, żeby rozpalić ognisko? – spytał entuzjastycznie Zając Uszatek.
–Super pomysł! – krzyknęła Żaba Grażyna.
–Matyldo, idź pozbierać patyki. – rozkazał Puszek.
Sarenka pokręciła tylko głową, wyglądała na zlęknioną, ale nie wydusiła z siebie żadnych słów. Sowa Gertruda podeszła i odpowiedziała za Matyldę:
–Ona przecież boi się robaków!
Zwierzaki zaczęły rozprawiać kto pójdzie po drewno aż przerodziło się to w kłótnię.
–Stop! Może podzielimy się na grupy i pójdziemy, bo robi się coraz ciemniej. – zaproponował Lis Rudy. Cała gromadka wybrała się w głąb lasu. Jeżyk Ambroży z Sarenką Matyldą i Lisem Rudym szli wzdłuż „Ku Dobremu” i zbierali patyki. Żaba Grażyna z Zającem Uszatkiem w podskokach udali Siudo ciemniejszych zakamarków lasu i zbierali grzyby do zjedzenia. Niedźwiedź Puszek wybrał się z Wiewiórką Teresą i Sową Gertrudą, dziewczyny zrzucały z drzew gałązki, a Puszek je łapał i niósł przez całą drogę. Po jakimś czasie zwierzaki spotkały się na polanie i zmęczone zasiadły w kółku. Jednak pojawił się kolejny problem… jak rozpalić ognisko?
–I co teraz? – spytała zakłopotana Wiewiórka Teresa.
–Może Prometeusz ześle nam ogień – powiedział sarkastycznie Jeżyk Ambroży.
–Nie czas na żarty, Jeżyku – upomniała Ambrożego Sowa.
Żaba Grażyna pocierała kamienie o siebie, ale żadna iskra nie chciała rozpalić ogniska. Po dłuższym czasie i wielu próbach rozpalenia pojawiła się wróżka Darsta i unosiła się nad ogniskiem na swoich malutkich skrzydełkach.
–Macie problem z rozpaleniem? – spytała wróżka.
Zwierzaki w jednym momencie pokiwały głowami. Darsta machnęła różdżką nad ogniskiem i powstał płomień. Wróżka usiadła na kamieniu i zwróciła się do „Ku Dobrowiczów”:
–Mieliście okazję zobaczyć, że jeden zwierz nie zorganizuje wszystkiego – mówiąc to wzięła jeden patyk i go z łatwością złamała – natomiast w grupie możecie o wiele więcej i ciężej was złamać – wzięła garść patyków i nie była w stanie ich połamać. Zwierzęta uśmiechnęły się do siebie nawzajem, a potem roześmiane siedziały przez resztę wieczoru przy palenisku.
(Autor: L.M.)