Blog zaczyna żyć swoim życiem

Blog zaczyna żyć. Mama jednego z podopiecznych, patrząc na swojego męża i syna, jak spędzają czas, tu w ośrodku, stworzyła krótki tekst. Napisała go pod wpływem chwili, wzruszający i piękny.

“Pozwól mi Tato!”

          Tato nie wchodź do mojego ogródka z grabkami. Mój ogródek to moje życie, trawa w nim rosnąca to moje myśli, czynny, moje wybory i decyzje. Pozwól mi podeptać stokrotki i trawę aby doświadczyć uczucia straty bądź uczucia radości. Nie wiem co to będzie, ale chcę sam to poczuć.
          Nie sprzątaj za mnie psiej “kupy” z trawy, jeśli w nią wejdę to sam umyję buty, choć będą obrzydliwie śmierdzące. Daj mi Tato przeżyć moje życie po mojemu. Nie grab mojej trawy i nie podlewaj stokrotek. Pokaż mi, ale tylko raz, jak to się robi, bo wiem, że jesteś w tym mistrzem, ale nie wyręczaj mnie i ciągle nie poprawiaj. Za to stale mów mi, że mnie kochasz. Tego potrzebuję najbardziej. Tak jak trawa i stokrotki wody.

Przepustka

Dnia 2 i 3 lipca byłam na przepustce z tatą. Były to dla mnie bardzo miłe i długo wyczekiwane dni, ponieważ nie widziałam się z nim pół roku. Byliśmy w ZOO w Czechach. Szczególnie zafascynowały mnie małpy. Jedna jadła kalafior, a druga bujała się na huśtawce niczym człowiek. Przezabawny widok! Widziałam także piękne afrykańskie słonie na których miałam ochotę się przejechać, lecz nie było niestety takiej możliwości. To był relaksujący spacer i cudowne chwile! Do ośrodka wróciłam około godziny 20:00. Opaliłam się, co mnie bardzo cieszy. Następnego dnia byłam na wycieczce w Pradze. Jechaliśmy tam 3 godziny. Najzabawniejszym momentem było to, jak zatrzymaliśmy się na stacji i wychodząc z toalety zorientowaliśmy się, że bus nam odjeżdża. W akcie przerażenia zaczęliśmy biec w jego kierunku. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Okazało się jednak, że kierowca tylko zawracał. Moje niedowierzanie momentalnie  zamieniło się w rozbawienie, co za ulga! Praga okazała się być pięknym miastem, miastem stu wież. Jest ona jednak niebezpieczną miejscowością. Alkohol i marihuana były widoczne w każdym sklepiku. Było to dla mnie uciążliwe, ponieważ odczuwałam głód narkotyczny. Wiedziałam, że muszę być ostrożna. Ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam w oczach taty zrozumienie.  Po powrocie do ośrodka opowiedziałam o tym wszystkim, aby nie nasilać głodu. Podczas pobytu w stolicy Czech pojawiło się we mnie wiele refleksji na temat zażywania i tego skutków. Cieszę się, że tutaj jestem, bo dzięki tutejszym ludziom odnalazłam siebie.

(Autor S.P.)

Czas szybko mija

Za nami owocny, pracowity tydzień! Dwie z pacjentek brnęły dalej w terapii, jedna z nich przeszła na drugi etap, a inna na pierwszy. Obydwie zostały nagrodzone ciepłymi brawami na poniedziałkowym spotkaniu głównym. Jesteśmy dumni i trzymamy kciuki za dalsze sukcesy w leczeniu. Zrobiliśmy również roszady w funkcjach, czyli zamieniliśmy się ośrodkowymi rolami, staramy się być wszechstronni. W poniedziałek było dużo wrażeń, ale też pracy -robiliśmy generalne sprzątanie domu, kosztowało nas to dużo wysiłku, ale efekty są warte!

Mamy taką tradycje, że co niedziele sami robimy obiad, wspólnymi siłami działamy w kuchni. W ramach tęsknoty za McDonaldem w tym tygodniu zrobiliśmy frytki i kurczaczki w panierce, mmm – to było pyszne! Ale to nie koniec kulinarnych przebojów, są z nas również nieźli cukiernicy. Całą czwórką zrobiliśmy sernik na ciepło. Nie nacieszyliśmy się nim jednak zbyt długo… ze względu na to, że był taki smaczny dzień po upieczeniu pozostała po nim tylko pamięć.

Uwielbiamy oglądać filmy, w tym tygodniu na naszym ekranie pojawiły się między innymi: Amy, Bezcenny Dar i Harry Potter. Tym ostatnim się absolutnie jednogłośnie zafascynowaliśmy i postanowiliśmy obejrzeć wszystkie części w kolejności!

Ostatnio zaczęliśmy grywać w Scrabble, pochłonęły nas całkowicie! Ta gra nam się wyjątkowo bardzo spodobała, jednak jedna z pacjentek jest jak na razie nieprzezwyciężona, może ktoś z nas z czasem przejmie tytuł ośrodkowego mistrza?

Tydzień jak zwykle

Miniony tydzień minął nam bardzo sympatycznie, dużo się działo. Jedna z naszych pacjentek przeszła na III etap, z czego jesteśmy bardzo dumni i szczęśliwi. Wszyscy idziemy w terapii  jak burza! Inna z kolei wraz z drugim pacjentem mają plan przejść w poniedziałek na II etap, a nasza najnowsza koleżanka ma ambicje zmiany etapu ze wstępnego na pierwszy. Wszyscy trzymamy za siebie wzajemnie kciuki! W przeciągu tego tygodnia trzech z nas miało odwiedziny rodziców co się wiąże również z terapią rodzinną. Emocje i przeżycia były intensywne – od trudnych chwil, aż po łzy szczęścia.
Co wtorek bierzemy udział w mityngach AA (Anonimowych Alkoholików)  co daje nam poczucie wspólnoty i pozwala podzielić się z innymi swoimi doświadczeniami oraz wyciągnąć niejedną życiową lekcję.
Bardzo lubimy zajęcia artystyczne. Ostatnio robiliśmy krokodylki drogą nawlekania koralików na żyłkę. To była niemała lekcja cierpliwości, jak i również dużo śmiechu i świetna zabawa, a efekty naszej pracy są kapitalne J
Jednej z pacjentek zdjęto wreszcie gips! Do szpitala w Kłodzku pojechaliśmy wszyscy razem i wspieraliśmy naszą koleżankę jak tylko potrafiliśmy, to był udany dzień i wspólna wycieczka!

U nas nigdy nie jest nudno

U nas nigdy nie jest nudno! Za nami tydzień pełen wrażeń i emocji. Po pierwsze i najważniejsze, doszła do nas nowa pacjentka. Pierwsze dni zawsze są trudne, przepełnione tęsknotą i łzami, aczkolwiek z każdą chwilą czuje się z nami coraz lepiej i bardziej rodzinnie, chętnie uczestniczy w życiu ośrodka i poznaje się z nami bliżej. Nasza nowa koleżanka mimo gipsu na nodze dzielnie daje radę, nawet w sprzątaniu czy ćwiczeniach!

Ostatnie dni były pełne niepewności i zniecierpliwienia dotyczącego decyzji pacjenta, który odbył już u nas 3-miesięczną terapię i rozważał nad powrotem do domu lub kontynuowaniem leczenia. Stanął przed bardzo ważnym wyborem. Z jednej strony tęskni za domem i rodziną oraz ma chęć sprawdzenia jak sobie poradzi w życiu poza ośrodkiem, a z drugiej strony przywiązał się do nas i odczuwa tu rodzinną atmosferę, ma chęć głębszego poznania samego siebie i nauczenia się czegoś nowego. Ku naszej radości zdecydował się zostać! Teraz mamy w ośrodku trzy pacjentki i jednego pacjenta … tutaj nigdy nie jest nudno J

Oprócz wielu zajęć, terapii i obowiązków mamy w ośrodku również niemało przyjemności. Wybraliśmy się ostatnio do Ogrodów Japońskich, jednak w połowie drogi złapała nas wielka ulewa i pioruny. Nie doszliśmy do celu i musieliśmy się wrócić, jednak największą przyjemnością był spacer w burzy i deszczu. Wszyscy razem cieszyliśmy się i głośno śpiewaliśmy po drodze. Niezapomniane chwile! Kolejna wycieczka w Góry Stołowe doszła do skutku. Z zafascynowaniem podziwialiśmy piękno gór i nawet zmęczenie nas nie zatrzymywało. Zrobiliśmy sobie długo wyczekiwane zdjęcie przy Kurzej Stopce- jednym z miejsc, w których był kręcony film pt. „Narnia” , poczuliśmy się jak w bajce! Przez całą wycieczkę podjadaliśmy pyszne ciasto własnej roboty z autorskim musem naszego pacjenta. Takich dni się nie zapomina…

Osiemnastka

Kolejny raz mieliśmy okazję przygotowywać urodziny naszemu podopiecznemu. I to nie byle jakie, bo osiemnaste! Oczywiście wszystko owiane było największą tajemnicą, tak że jubilat nie zreflektował się do samego końca. Pyszne ciasta, prezenty i zadania które miał do wykonania wprowadziły go w pełnoletność. Całe przyjęcie było pełne wzruszenia i radości. Oby więcej takich chwil…

Urodziny, zwłaszcza osiemnaste to piękny i jakże symboliczny czas przejścia. Dlatego też zapraszamy do przeczytanie niezwykle krótkiej i treściwej bajki, która fantastycznie nawiązuje do tematu osiemnastych urodzin

Z zaskoczenia

Dzień jak co dzień…przyjeżdżam do Ośrodka, machinalnie. Nie zastanawiam się co spotka mnie podczas dyżuru. Raczej się cieszę że tu wracam, lubię to miejsce.
Podjeżdżam, w budynku jakoś ciemno. To nic nadzwyczajnego, pewnie mecz jakiś leci. Wchodzę, a tu rozlega się krzyk “Sto lat Asiu”.
I jak co roku, wiem, że mam urodziny. No przecież to takie oczywiste. Jednak zawsze jest to niesamowicie miłe. Wzruszyły mnie własnoręcznie zrobione prezenty. Te małe i te duże, na które poświęcono i czas, i swoją energię.Bardzo Wam dziękuję. Hmmm…, zastanawia mnie jedynie fakt, dlaczego w te urodziny, jak i w poprzednie dostałam ciastka…czyżby z mojej aparycji można było wyczytać (trafnie), że bardzo lubię słodycze 😉

Bajka o małej dziewczynce

Pewnego dnia na świat przyszła mała A. Rodzice A., mama J. i tata W. byli bardzo szczęśliwi. Pierwsza ich córeczka niestety zmarła, więc ich radość i szczęście z tego, że A. jest cała i zdrowa było ogromne. Kiedy A. była bardzo mała opiekowała się nią mama, ponieważ tato bardzo dużo pracował na utrzymanie rodziny. Mama A. zajmowała się nią, jak najlepiej umiała. Kąpała ją w wanience, przebierała jej pieluszki. Stawiała z nią pierwsze kroki. Była dla niej wsparciem, kiedy A. miała kolki, karmiła ją. Gdy A. miała oczko chore, rodzice zawieźli ją do pana doktora. Pan doktor musiał zrobić jej zabieg. Rodzice cały czas wspierali A. i byli przy niej. Mamusia zmieniała jej opatrunki. Tatuś płacił za wizyty u pana doktora. A. lubiła być noszona na rękach, rodzice czasami mieli dość, ale mimo niechęci, robili to. Bardzo kochali córkę. Z czasem dziewczynka była coraz większa. Rodzice mieli mniej czasu. Zatroszczyli się o nią w taki sposób, że kiedy pracowali oddawali ją pod opiekę babci. Mama J. i tata W., dawali jej też wsparcie w postaci materialnej. A. miała co jeść, w co się ubrać, miała też domek, jednak marzyła o tym, aby mieć pieska. Rodzice chcieli, aby miała jak najlepiej w życiu więc w niewielkim czasie kupili jej pieska. Kiedy  była w 2 klasie podstawówki czasami odczuwała ból brzuszka. Rodzice się martwili co się dzieje. Zawozili ją do szpitala. A. bała się spać sama. Kiedy odczuwała strach mamusia albo tatuś chodzili do niej i spali z nią w trudnych dla niej chwilach. Dziewczynka miewała trudności z zadaniami domowymi. Mamusia pomagała jej w ich odrabianiu. Razem z nią uczyła się tabliczki mnożenia. A. często opowiadała, jak razem z mamusią lubiły chodzić do kina na bajki. Najbardziej lubiły ‘’Shreka’’ oraz ‘’Potwory i spółka’’. A. nie pamięta gdzie był tatuś i mamusia kiedy była w podstawówce. Pamięta tylko, jak co roku jeździła z mamusią na wakacje do ciepłych krajów. Potem kiedy A. dorastała nie chciała wsparcia od rodziców. Rodzice nie wiedzieli co się z nią dzieje. Chcieli jej pomóc, ale nie wiedzieli jak. Chcieli dać jej wsparcie ale nie wiedzieli dlaczego A. je odrzuca. Kiedy miała 14 lat, dowiedzieli się, że A. została skrzywdzona przez złego wilka. Upolował ją jak zdobycz, lecz A. zdołała się uratować. Cztery miesiące po tym jak rodzice dowiedzieli się, że została skrzywdzona przez A. zaczęła zjadać trujące substancje. Rodzice byli zrozpaczeni. Bardzo ich to bolało. Nie wiedzieli co mogą zrobić w tej sytuacji. Chcieli jej pomóc. Bardzo. A. tego nie widziała. Tato dziewczynki zdecydował się, że panowie policjanci dobrze zaopiekują się jego córką. Po jakimś czasie uważali, że A. sobie poradziła i już nie zajada trujących substancji. Jednak nie wiedzieli, że kłamie i nadal nie może sobie poradzić. Rodzice próbowali zdobyć z nią jakiś kontakt, ale nie wiedzieli co mają zrobić. Rozmawiali z nią czasami, chcieli jej pomóc, ale ona tego nie chciała. Po jakimś czasie się poddali. Nie dopuszczali myśli, że A. może dalej jeść trujące substancje. A. nie mogła już tego znieść i przyznała się, że nie przestała się truć. Rodzice zaopiekowali się nią jak najlepiej potrafili. Dali jej wsparcie zawożąc ją do miejsca, w którym nie  jadła już trujących substancji. Rozstanie było dla nich bardzo trudne, ale wiedzieli, że to jedyne wyjście z trudnej sytuacji. Teraz A. nadal jest w tym miejscu. Jest to niewielka chatka. W której mieszka kilka osób. Rodzice odwiedzają ją, rozmawiają z nią dużo. Przytulają ją kiedy są obok. Jej tatuś dużo pracuje, aby mogła mieszkać w tym miejscu, bo pobyt tam jest bardzo drogi. Teraz mają nadzieje, że już wszystko będzie dobrze i A. nie będzie odrzucać ich wsparcia. Chcą być jak najbliżej. Bardzo ją kochają i chcą, aby była szczęśliwa.

(Autor K. A. )

Przygody małego Kazika

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żyło małżeństwo. Pewnego dnia żona zapragnęła syna, co wzbudziło radość w mężu. Po roku urodził im się syn. Rodzicie chłopca mieli duży dylemat jak dać mu na imię, aż w końcu zdecydowali, że synek będzie miał na imię Kazik. Imię to miało oznaczać inteligentny, sprytny, beztroski i odważny. Kazik od małego był bardzo energiczny, beztrosko biegał po łące, gonił motyle, a jego ulubioną zabawą było taplanie się w błocie. Po śniadaniu wychodził bawić się i wracał po zmroku cały brudny, co śmieszyło mamę. Tata reagował inaczej, denerwował się na Kazika, że znów jest cały brudny. Mimo wszystko kochał bardzo syna. Gdy chłopiec miał 7 lat, mama zachorowała i przez dwa miesiące przebywała w szpitalu. Mały Kazik odwiedzał z tatą chorą mamę w szpitalu. Chłopiec czuł szczęście podczas odwiedzin, smutek zaś gdy musiał się żegnać. Gdy mama wyszła ze szpitala nadal była chora i cały czas musiała przyjmować leki. Był to czas, gdy życie małego Kazika wywróciło się do góry nogami. Gdy rodzicie byli w pracy małym Kazika zajmowała się babcia i ciocia przy której był bardzo niegrzeczny. Psocił, bił ją, w ogóle jej nie słuchał a całe dnie spędzał po za domem, na podwórku grając w piłkę, łapiąc motyle czy bawiąc się w błocie. W końcu nadszedł czas, gdy mały Kazik musiał iść do szkoły. Początkowo był podekscytowany, ale z czasem ekscytacja przerodziło się w zniechęcenie. W szkole dużo rozrabiał, nie słuchał się nauczycieli co złościło rodziców. Mimo że rodzice byli źli na chłopca, nie przestawali go kochać.
Gdy Kazik zrobił się starszy kolega, zaproponował mu przygodę na którą się zgodził się bez wahania. Od razu wyruszyli do Dopalandi. Kazik był bardzo zachwycony tym miejscem, mimo że kolega zachowywał się dość dziwnie. W tej krainie liczyła się tylko radość. Chłopcy biegali, pływali w basenach, zjeżdżali na zjeżdżalniach, skakali na trampolinach przez cały dzień. Gdy zbliżał się zmrok Kazik  musiał wracać do domu. Pobyt w Doaplandii sprawił, że Kazik chciał tam przebywać więcej i więcej. Nie mógł doczekać się kiedy kolejny raz odwiedzi tą krainę. Jednak z każdym razem gdy tam był czuł mniej radości, którą przysłaniał smutek.
Pewnego razu Kazik tak zadurzył się w tym miejscu, że w ogóle go  nie opuszczał. Doszło nawet do tego, że zamiast chodzić do szkoły, Kazik odwiedzał Dopalandię. Zachowanie Kazika, podobnie jak wcześniej jego kolegi stawało się coraz bardziej dziwne. Przestał rozumieć się z rodzicami i opuścił się w szkole. Jednego dnia mama Kazika wzięła go na rozmowę. Rozmawiali bardzo długo. Po tym Kazik miał lepszy kontakt z mamą. Z tatą nawet zaczął jeździć na ryby a z mamą chodzić na spacery. W tym czasie urodziła się Kazikowi siostra, co sprawiło, że był bardzo radosny. Spędzał z nią bardzo dużo czasu. Gdy Kazik nie schodził do Dopalandii czas spędzał jak kiedyś ze swoimi przyjaciółmi. Odkrył także nowe hobby, zaczął biegać i lubił pokonywać różnego rodzaju przeszkody.
Któregoś dnia poznał Fiałka. Był to chłopiec podobny do Kazika. Razem biegali i zdobywali nowe doświadczenia. Pewnego dnia Kazik zobaczył wiewiórkę i pobiegł za nią aż wpadł do głębokiej dziury. Dziura okazała się być podziemną jaskinią w której Kazik spotkał różne dziwne stwory, które bardzo serdecznie go przywitały. Kazik został poczęstowany kolacją. Po dwóch dniach dowiedział się, że ta kraina nazywa się Mahualandia. Kazik do domu wrócił dopiero po 4 dniach pobytu w tym osobliwym miejscu. Gdy wrócił mama dowiedziała się gdzie przebywał jej syn i zabroniła mu tam chodzić. Oczywiście Kazik nie posłuchał zakazu mamy i przez cały rok odwiedzał Mahualandię co doprowadziło go do tego, że zachorował. Rodzice postanowili, że Kazik pojedzie do sanatorium, co wzbudziło w nim złość. Kazik nie zgadzał się z decyzją rodziców, więc poszedł z Fiałkiem do owej krainy. Jednak Kazikowi przestało się w Mahuolandii podobać. Kolega zaproponował Kazikowi podróż do innej krainy, w której Kazik jeszcze nie był, dlatego też początkowo nie chciał się zgodzić. Jednak kolega szybko przekonał Kazika i spuszczając się przez toaletę wylądowali w Fetalandii. Kazik nie mógł się tam odnaleźć mimo tego, że był bardzo energiczny, miał poczucie siły, cały czas biegał. Gdy wrócił do codziennego świata, cały czas myślami wracał do odkrytej krainy, chciał tam znów być, chciał więcej i więcej, lecz rodzice zabrali Kazika do sanatorium. Na początku chłopiec nie traktował swojego pobytu poważnie, przez cały czas myśląc o krainach w których był. Z biegiem czasu jego myślenie uległo zmianie i przestał tęsknić a także lubić owe krainy. Po 11 miesiącach pobytu w sanatorium Kazik zdecydował się uciec, po czym wrócił na tydzień do domu. Czas ten spędził przyjemnie, z przyjaciółmi, z rodziną. Gdy spotykał Fiałka nawet nie mówił mu „cześć” i stali się dla siebie obcy. Mama Kazika zdecydowała, że pojedzie ponownie do innego sanatorium. Bardzo go to złościło, że nikt  nie chce dać mu szansy, czuł się odrzucony, niechciany. Po czasie zrozumiał, że to było dla jego dobra…

(Autor K.M.)

Chcąc przywrócić to co stracone

Dziewczynka, która wzięła największe pudełko w domu, otworzyła je i wysmarowała sobie buzię i włosy całą jego zawartością, brudząc przy tym również ubrania jak i wszystko dookoła, stała się istotą bardzo skrzywdzoną, krzywdzącą innych ale też i osobą czerpiącą każdą chwilę życia i cieszącą się tym co ma i tym co się do niej uśmiecha. Zaczynając od marzenia, aby dotknąć chmur na niebie, będąc przy pragnieniu bycia szczęśliwą i bycia z rodziną. Od momentu kiedy nauczyła się chodzić i mówić do czasu kiedy pisze tą historię. Jej idolką była Hannah Montana, a teraz? Teraz myśli o wynikach badań. O wynikach swojej głupoty, a być może choroby. Mieszkała z mamą i tatą przez krótki moment życia, a nagle pozostał jej tylko królik którego miała w domu. To z nim spędzała najwięcej czasu i to z nim rozmawiała o tym, jak było w szkole. Mama była z nią tylko wieczorami bo chodziła do pracy, a tata? Tata opuścił dom i pojechał gdzieś daleko. Tata przestał kochać mamę, ale żeby przytrzymać córkę przy sobie kupował jej od pluszowych misiów aż po najdroższe markowe ubrania. Po jakimś czasie w jej życiu pojawił się ktoś nowy. To też był mężczyzna i też kochał mamę. Dziewczynka jednak była inteligentna i zauważyła ale też odczuła, że to nie ten sam tatuś. Nigdy go w pełni nie zaakceptowała i zawsze zastanawiała się dlaczego tamten sobie poszedł. Może obraził się, że zużyła ten krem? Niestety nie. Zaczęła wychowywać się w środowisku gdzie wszyscy byli szczęśliwi i radośni, a w ręku trzymali magiczny napój. Spróbowała po raz pierwszy. Okazało się, że nagle szara rzeczywistość zamieniła się w kolorowy pejzaż. Nie była już taką małą dziewczynką. Wiedziała co robi. Wiedziała też,  że niedługo czar pryśnie. Spróbowała więc czegoś innego. Koledzy mówili, że to lekarstwo na smutek, że to ziele lecznicze, że poprawi jej humor. Było naprawdę zabawnie, dopóki nie zostawili jej samej i już się nie odezwali. Znalazła więc wsparcie gdzie indziej. Byli to dorośli mężczyźni. Dla jednego z nich potrafiła zaśpiewać, zatańczyć ale też rozebrać się i w pełni oddać. Była to dla niej jedyna droga ucieczki przed tym co bolało, ale kiedy i ci odeszli próbowała gdzie indziej. Nadepnęła więc na pole pełne min. Jedna z nich wybuchła, a ona rozsypała się na 14 kawałków. Nagle dostała to czego chciała. Miała nieograniczony dostęp do wszystkiego co dawało jej tyle radości. Nie spodziewała się jednak, że to ją zniszczy. Zachorowała. Mama wysłała ją do magicznego domku, w którym poznała księcia Mieszka I. Przeżyli razem wiele przygód, ale pewnego dnia książę Mieszko I zrobił sobie krzywdę i musiał jechać do szpitala. Zabolała go dusza, chciała go opuścić. Dziewczyna zareagowała atakiem i paniką, pokochała księcia Mieszka I. Bardzo cierpiała i tak bardzo pragnęła go odzyskać, tak jak i tatę z którym nie była ponad 7 lat. Dziewczyna opuściła domek. Z bólu i cierpienia powróciła do punktu wyjścia. Spożyła magiczny napój. Historia zaczęła się od nowa. Odwiedziła więc kolejny domek i to właśnie w tym domku dowiedziała się kim jest.
(Autor S.P.)